9. -śniadanie na tarasie na 27 piętrze - skąd widok na miasto - wokoło wieżowce, ale też i stare domy typu socjalistycznych bloków.
Śniadanie - jakie lubię: sok grejfrutowy, owoce, małe bułeczki, herbata - w Chinach nie piłam dobrej kawy.
Mamy czas wolny. Usiłujemy zdobyć plan miasta żeby wyruszyć w jakieś godne odwiedzenia miejsce. Proste - wydawało by się. Ale nikt nie rozumie ani słowa po angielsku - albo jeśli cokolwiek rozumie, to w stopniu minimalnym. Ani w recepcji, ani w pobliskich niby biurach podróży.Po kilku próbach dajemy za wygraną i wędrujemy przed siebie.
trafiamy na jakieś sklepiki, potem centrum handlowe.
Całe to wędrowanie zabiera sporo czasu - miasto jest ogromne. klimat fatalny - duża wilgotność i duchota.
Po południu wędruję po hotelowej okolicy z nadzieją, że znajdę coś ciekawego.
Ale obserwuję tylko ludzi wracających z pracy, spieszących do domów (tak myślę) lub na spotkania (zakupy?).
Szkoda, że nie było w programie choćby przejażdżki po zabytkach Kantonu; bez planu miasta i bez możliwości dogadania się czy z taksówkarzem czy z kimkolwiek mogącym udzielić informacji - zwiedzenie takiej metropolii jest prawie niemożliwe.
Następnego dnia - wczesna pobudka; śniadanie o 7. i kwadrans po 7 - zbiórka z bagażami na dole.
Jazda na lotnisko - prawie godzinę. Jest pochmurno, zaczyna padać. Tak żegna nas Państwo Środka.
10.15 startujemy. Lot AY 0088. Prawie 7 700 km do Helsinek. Prawie 10 godzin lotu.